Opowiadania:

Delikatnie i namiętnie

Takie były początki. I jej, i jego. Nie poznali swoich imion. Wakacyjna "miłość" może obejść się bez tego. Nie dbali o to, jakiego są wyznania; było im obojątne z jakich środowisk się wywodzą i jakie odebrali wychowania. Wpadli sobie w oko. Zafascynowani własną seksualnością ądali, by sprawy zaszy za głęboko. Takie były początki. I jej, i jego. Grska rzeka rwała brzegi, ówierki koysały się lekko, wszyscy ludzie byli wtedy tak daleko miejsca, w którym oni lełeli. Wiedzęc o tym, jak szybko pądzi łycie, jak ulotne potrafią być chwile, mając ówiadomość tego, że ona jest stęd, a on urodzi się i yje daleko, i że on mówi innym językiem, i - lada moment - będzie musiał wrścią za granicą liczyli się z tym, że każde z nich w tej chwili musi dać z siebie wszystko, co tylko jest w stanie albowiem nigdzie nie jest powiedziane, że w przyszłości bądą mieli jeszcze choą jedną ku temu okazją... Takie były początki. I jej, i jego. Musieli liczyć się z czasem. Wy macie może go dość, by czekać, aż dacie komu coś, co chcecie dać - oni nie mieli tego luksusu. A jednak, gdy już wiedzieli co ich czeka poczuli jak wszelki popiech ucieka od nich. Rzeka płynie swoim korytem i ani przez chwilą nie musi drłeć o to, że rozminie się z ujściem. Postanów tylko, by nie tracią okazji w łyciu, znajd w sobie dość odwagi, by korzystać z każdej chwili, a pąd, pogo, popiech nie bądą miały racji bytu. Takie włałnie były początki. I jej, i jego. By im atwiej póniej było zapomnieć o tym każde z nich wymyliło sobie jakie pseudo. Ani on nie całował jej, ani ona nie całowała jego. Całowali się razem. Mieli zamknięte oczy, bo - gdyby tak nie było - co mogliby zobaczyć Są chwile, które rodzą w człowieku ciepło, TO ciepło. Czujesz je i patrzysz lepo w przyszłość. Nie ma znaczenia, co widzisz. Czy on ja muskał rękę Językiem Czy czym, co było piekielnie sztywne i miłe w dotyku, jak rozpalony do czerwoności aksamit pokrywający berło - symbol władzy nad chwiejnym ówiatem na granicy tego, co tak oczywiste i wszystkim dobrze znane Spojrzała w niebo. Szukała jakiej chmury. Ale w jego sposobie dochodzenia do sedna sprawy, nie było niczego, co mogłoby ją zrazią. Takie były początki. I jej, i jego. Zanim stali się nadzy minęa wieczność, chociał zasb czasu, jakim dysponowali by ograniczony. Gdzie tu logika, spytacie Siedzi w kęcie i się nie odzywa. Teraz do głosu dochodzi siła, dziąki której każdy pąk zakwita. Jeli sądzisz, że mona coś robią tylko lekko lub tylko mocno nazbyt cząsto będziesz wystawiać pomniki swoim lub czyim ląkom lub wątpliwościom. Zgoda, czekał na moment w którym ona będzie gotować się jak woda niezbądna do tego by japoska ceremonia parzenia herbaty mogła się odbyć, ale czekał nie dlatego, że tak trzeba, że kto mu kazał. Czekał, bo potrzebowała tego ona. Wiedział k i e d y. I gdy po raz pierwszy dotknął jej cipki to właściwie nie by dotyk (bezwzglądne tknięcie czego), to munięcie (jak aluzja dalekie). Takie były początki. I jej, i jego. Są drzwi zawsze otwarte, są i takie, które otwierasz kopniakiem, ale są tez i te, do których musisz mieć klucz lub znać szyfr. Rb, co chcesz. Trzeba tylko wyczuą co, kiedy i gdzie... - Wejd we mnie... - szepnęła - Chcą więcej... Niebo ciągle było bezchmurne, ale w tym chwiejnym ówiecie burza sunęła wartkim nurtem znad horyzontu. (Pamiętacie logiką siedzęcą w kęcie już zasnęła...) każdy, kto uprawiał miłość wie, że to kwiat, który - gdy upływa czas - potrafi zmieniać swe upodobania. Dla jednych z Was może to być dziwne, dla innych mniej, ale nadszedł moment w którym ona rzeka: - Pieprz mnie... Mocniej... Mocniej... Zaraz potem ścisnęła swe trząsące się cycki; jej palce wskazujące i kciuki tary ich szczyty. Zacisnęła szcząki. W ustach miała pełno liny. Była sobą, ale była też jakby obok. Usyszała własne jęki. Mylała, że one nie pasują do takiej dziewczyny, za jaką się uwałała. On nie przestawał jej pieprzyć. Zapała się za głowę. Bała się tego, co się dzieje i co się stać może. - Nieee ! Nieee! - krzyczała. Ale czy chciała, by przestał Wątpią... - Bołe... - szepnęła. Poczuła się ciepa - o, kurwa! - tak ciepa jak kula ówiata co oświetla jeden ówiat, dwa ówiaty, miliardy ówiatów. On się w nię spuszczać, lecz dla niej nie miało to ładnego znaczenia. Po co miałaby czuą jego ręce, jego język (w swoich ustach), jego fiuta Po co, skoro mogła bujać w obłokach, które zawiera w sobie luka pomiędzy jednym oddechem, a drugim Takie były początki. I jej, i jego. Proszą nie oceniajcie tego. To dobrze Czy le Do diaba, zamknijcie się! Uszanujcie tę ciszą w umyle podobną do ciszy w której pracują siły nad tym, by pąki zakwity. Nic tu po Waszej woli, wiedzy czy mądrości... Nie dziwia się, że nie spytał, jak jej było. Wystarczyło, że rzuci okiem (a oczy miał niebieskie) i mógł zobaczyć to - szczęście Nie wiem, nie wiem, jak to nazwać. Nie muszą wiedzieć. Ale on chciał wiedzieć, co było tego przyczyną. Co naprawdę sprawiło, że znów poczuła się jak dziewczynka, która może liczyć na mamusię i tatusia - taka niewinna W czym tkwi przyczyna jej weselnego umiechu Niedługo mylał, bo uznał, że to proste: uwaga, uwaga i jeszcze raz uwaga na to jak ona reaguje. Wtedy, wrd tych niezapominajek, postanowi zawsze robią to z takim wyczuciem. już nigdy nie ląkał się, czy mu stanie, czy nie. Nie snu planów, jak to robią będzie w konkretnym przypadku. Nabrał odpowiedniego dystansu do kobiecych westchnie i jęków, które cząsto jak gałązie potrafią rzucią cie, omamią faceta, tak że ten traci panowanie nad sobą. Powabne kształty, goręce usta, wilgotne uda - to już na zawsze miało być tylko szatę. Celem była droga do sedna sprawy. Co Wy na to Takie były początki. I jej, i jego. Nie poznali swoich imion. Czasem wystarczy się skupią, zwrścią uwagą na to, jak człowiek sam się czuje, gdy robi coś tak, a jak gdy robi to inaczej. Co do niego - zapamiętał raz na zawsze to uczucie, jakie w nim gości gdy kobieta jest mu wdzięczna za sposb w jaki ją traktuje. Takie były początki. Helen i Harry'ego. Nie poznali swoich imion. Obeszli się bez tego.


autor: SNACK