Opowiadania:
- Wizyta hydraulika
- Fido rulez!
- Fido rulez!
- Schowek
- Sex w morskich falach
- Wizyta u koleanki
- Kobieca zazdrość
- Peter i Stepowe Konie
- Kuzynka Agnieszka, cz. IV, Połegnanie Starego Roku
- Spotkanie solenizantów
- Agnieszka - Połegnalny Wieczr
- Dziewica lat 15
- Zajazd i Litwin
- Peter i Stepowe Konie
- Majowa wizyta w Hamburgu - Piekieko
- Fantazje seksualne
- Rodzinne pieszczoty
- Prawdziwa kobieta
- Fido rulez!
- Lekcja od mamy
- Dawne znajome
- Walentynki
- Agnieszka Wesele
- Dyrektorka
- Nimfetka robi laski
- Dziewica lat 15
- Peter i Stepowe Konie
- Majowa wizyta w Hamburgu - Piekieko
- Dziwka
- Dwie Bałki
- Sen
- Dubeltowa rekreacja
- Nimfetka robi laski
- Klucze Petera
- Szkolna przygoda
- Dziewica lat 15
- Kuzynka Agnieszka, cz. V, Powitanie Nowego Roku
- ąwiąto kobiet
- Zajazd i Litwin
- Wakacje, cz. I
Krlewna (wiersz)
Mrok wieczorny, - babcia siwa Przy kominku glowa kiwa.
Nos jak haczyk, okulary.
Cos tam mruczy babsztyl stary.
Snuje bajdy niestworzone
O krolewnie Pizdolonie,
O trzech braciach jak niewielu,
O matuli ich z burdelu.
Opowiada stare dzieje...
A na dworze wicher wieje.
Siadzcie spolem panny, smyki,
Mlodojebce, stare pryki
I nadstawcie dobrze uszy!
Choc na polu sniezek proszy
W domu cieplo i wygodnie...
Zostaw pan w spokoju spodnie!
Bo zawolam zaraz Mamy!
Cyt! Uwaga! Zaczynamy!
Za lasami, za gorami
Za morzami, za rzekami
Krol na lzy kurewskie czuly,
Kazal dac ze swej szkatuly
Kazdej kurwie po dukacie,
Po czym zamknac sie w komnacie
I tam siedziac przez dzien caly,
Az mu jaja posiwialy.
Krol, poplakal ze zmartwienia,
Zamknal corke do wiezienia,
By sie wiecej nie puszczala.
Tam codziennie dostawala,
Procz swietnego utrzymania,
Tysiac swiec do branzlowania,
Wazeliny beczke cala...
Lecz jej tego bylo malo.
Ciagle placze, ciagle krzyczy:
'To za malo dla mej piczy!'
W nocy zas przywolal swego
Astrologa nadwornego,
By ten patrzac w gwiezdne szlaki
Znalazl wreszcie sposob jaki,
By krolewne mozna bylo
Dobrowolnie, czy tez sila
Wrocia znwo do cnoty granic,
A gdy to sie nie zda na nic,
Niech przynajmniej w swojej sferze
Oblapnikow sobie bierze...,
Wiec astrolog wziawszy lupe,
Zajrzal raz krolewnie w dupe,
Dwukrotnie cyrklem pizde zmierzyl,
Po czym zamknal sie na wiezy.
Tak byl w pracy pogazony,
Taki przy tym roztargniony,
Ze szukajac gwiazd na niebie
W roztargnieniu sral pod siebie.
Krecil, wiercil teleskopem,
Wreszcie wrocil z horoskopem
I rzekl: 'Smetna wiesc, niestety
objawily mi planety,
Ze krolewny nic nie wstrzyma.
Na jej szal lekarstwa nie ma,
Chyba, ze sie znajdzie jaki,
Tegi jebak nad jebaki,
Ktory ja tak zerznie pieknie,
Ze krolewnie pizda peknie.
Na kawalki sie rozwali.
Zywym ogniem sie zapali,
Wtedy bedzie Pizdolona
Z czaru swego wyzwolona
I znow stanie sie prawiczka
Z malusienka, ciasna piczka'
Wszystkim bylo ogloszone,
Ze kto zbawi Pizdolone
Ten otrzyma za podzieke
Pol krolestwa i jej reke,
Wiec zjezdzaja sie jebacze,
Czarodzieje, zaklinacze,
Rycerze i krolewicze,
By krolewnie zerznac picze!
Kazdy swoich sil probuje,
Lecz chociaz tegie mieli chuje
Na nic to sie wszystko zdalo,
Bo jej ciagle bylo malo.
...A tymczasem heroldowie
W calym kraju, w pismie, w mowie,
Wiesci dziwne rozglaszali
Coraz dalej, dalej, dalej...
Az dotarly hen daleko,
Gdzie za siodma gora, rzeka,
Stala sobie mala chatka,
W niej mieszkala stara matka
Ze synami swymi trzema,
Ktorym dzielny, tegi, zwinny,
ale kazdy z nich byl inny
I w tym nie ma nic dziwnego:
Kazdy z ojca byl innego,
Bo w mlodosci swojej czasie
Matka strasznie puszczala sie.
Byla strozka przy burdelu
I kochankow miala wielu.
Syn najstarszy mial chuj dlugi
I gruby na ksztalt maczugi,
A po bokach jego byly
jak postronki - grube zyly,
Jakies wezly, jakies guzy -
Jaja mial jak dwa arbuzy!
A ze ciagle mu bez mala
ta ogromna pyta stala,
Chujogromem go nazwano!,
Pizdoliza nosi miano
Syn nastepny, bo lizanie
Stawial wyzej nad jebanie,
I nie bylo mistrza w swiecie,
By przescignal go w minecie.
Ciesza matke takie dzieci,
Lecz niestety - smuci trzeci,
Ktory rodu byl zakala,
Bo mial kuske calkiem mala,
Cienka, krotka na ksztalt glisdy
I nie palil sie do pizdy.
Dobrze, ze z matczynej woli
Raz w miesiacu popierdoli.
A ze malo tak oblapia,
Bracia mieli go za gapia.
No i matka nawet z czasem
Nazywala go Gluptasem.,
Tak im slodko zycie idzie,
Ani w zbytku, ani w bidzie.
Starsze bowiem dwa chlopaki
Zarabialy w sposob taki,
Ze cnotliwe starsze panie
Braly ich na utrzymanie.
A i matka, chociaz stara,
Dala dupy za talara,
Na stojaka, gdzies w klozecie...
Lecz najmlodszy, glupek przecie,
Chociaz podobal sie niewiastom -
Dawal dupy pederastom
I ku matki wielkiej zlosci
Nie bral nic od swoich gosci.
Az dotaral i w ich strony
Wiesc o losie Pizdolony.
Na pieniadze wiec lakoma
Wola matka Chujogroma
I tak rzecze: 'Ty, moj synu
Idz! Dokonaj tego czynu!'
Syn usluchal rady matki.
Zaraz wlozyl czyste gatki.
Wymyl chuja - i bez zwloki
Ra1no ruszyl w swiat szeroki.
A gdy przybyl do stolicy,
Zaraz poszedl do ciemnicy
Gdzie sie swieca, rozkraczona,
branzlowala Pizdolona.
Pyta debem mu stanela,
Wiec sie ostro wzial do dziela
I za pierwszym sztosem leci
Blyskawicznie drugi, trzeci,
Czwarty, piaty - az nareszcie
Wyrznal sztosow tysiac dwiescie
I utraci sile cala -
A krolewnie wciaz za malo!
Tak byl przy tym oslabiony,
Ze zlezc nie mogl z Pizdolony,
I musialy dworskie ciury
Sciagac go za dupe z dziury,
I zaniesli omdlalego
Do szpitala zamkowego
A krloewna ciagle krzyczy,
Ze to malo dla jej piczy!,
Predko, predko basn sie baje,
Nie tak predko kutas staje,
Basn sie baje - czas ucieka,
Chujogroma matka czeka,
Basn sie baje - czasu ni ma -
Cos nie widac skurwysyna.
Az ja doszly straszne wiesci...
Powstrzymujac lzy bolesci,
Pizdoliza matka wzywa
I w te slowa sie odzywa:
'Bratu, rzecz to nie do wiary,
Nie udaly sie zamiary.
Kutas zmarnial mu, niestety -
Idz wiec ty, sprobuj minety!'
I pizdoliz wnet bez zwloki,
ruszyl predko w swiat szeroki.
W koncu zaszedl ldo stolicy.
Tam sie udal do ciemnica
Gdzie sie swieca, rozkraczona,
Branzlowala Pizdolona.
Zaraz ja za picze lapie
I minete tego chlapie.
Jezyk jego na ksztalt weza
To sie spreza, to rozpreza,
To sie wije jak sprezyna,
W pizde wwiercaa sie zaczyna,
Kreci na ksztalt kolowrotka
To od zewnatrz, to od srodka.
Doba wciaz za doba mija -
On jezorem wciaz wywija.
Az utracil sile cala.
A krolewnie wciaz za malo!.
Tak byl przy tym oslabiony,
Ze zlezc nie mogl z Pizdolony,
Wiec i jego dworskie ciury
Sciagnely za dupe z dziury,
I wyniosly omdlalego,
Do szpitala zamkowego.
A krolewna ciagle krzyczy,
Ze to malo dla jej piczy!,
Predko, predko basn sie baje,
Nie tak predko kutas staje,
Basn sie baje - czas ucieka,
Pizdoliza matka czeka,
I juz martwic sie zaczyna -
Cos nie widac skurwysyna.
Ze zlosci zaciska zeby,
Ze dwoch synow, niby deby,
Losy wziely jej zdradziecko.
'Jedno mi zostalo dziecko,
I do tego calkiem glupie'
...Gluptak mial to wszystko w dupie -
Raz w niedziele po jedzeniu
Chcial pochrapac sobie w cieniu
Cos mu jednak spac nie daje,
Cos go ciagle gryzie w jaje.
Wiec sie predko zrywa z trawy,
A tu sie po jajach szwenda
Niby chrabaszcz - wielka menda!
Gluptak juz rozpinal gacie,
By ja otruc w sublimacie,
Gry wtem menda nieszczesliwa
Ludzkim glosem sie odzywa:
'Czemu pragniesz mojej zguby
Nie zabijaj chlopcze luby!
Menda tez stworzenie boze,
Ze inaczej zyc nie moze
I ze czasem w jajo utnie -
Nie gub ze jej tak okrutnie!'
Gluptak mysli: 'Coz to zlego
Nie zje przeciez mnie caelgo...
I pocierpiec troche moge,
Idz wiec dalej w swoja droge!'
A tu nagle menda znika
I zmienia sie w czarownika,
Czarownika - czarodzieja,
I do swego dobrodzieja,
Co sie w strachu z miejsca zrywa,
W takie slowa sie odzywa:
'Ze litosci miales wzgledy
Dla bezbronnej, slabej mendy
I zes jej darowal zycie -
Wynagrodze cie sowicie.
Dam ja ci wskazowki pewne
jak spierdolic masz krolewne.
Sil twych malo tu potrzeba,
Dam kondoma - samojeba,
Ktory ma te dziwna sile,
Ze gdy wlozysz na swa zyle
I rozkazesz - on za ciebie
sztos za sztosem ciagle jebie
Czarodziejska moca cudna!
Ale zdobyc go jest trudno...
Dupa strzeze go zakleta,
Na przechodniow wciaz wypieta,
Z ktorej moca zlego ducha
Ustawicznie ogien bucha.
I czy z bliska, czy z daleka,
Zarem swoim wszystko spieka.
I w tym mocnym, wielki zarze
Dupa sie calowac kaze
Lecz gdy powiesz do niej slowa:
'Niech sie ogien w dupie schowa!
Sama sie pocaluj wlasnie!'
- Wtedy ogien w dupie zgasnie.
I powoli, z dobrej woli,
Kondom zabrac ci pozwoli.,
Za twa dobroc ja ci moge
Do tej dupy wskazac droge.
Wez ten klebek z soba razem,
On ci bedzie drogowskazem!
Rzuc na ziemie i idz wszedzie,
Gdzie sie klebek toczyc bedzie.
Lecz pamietaj zawsze swiecie
Czarodziejskie to zaklecie!'
Tu czarownik, niby mara,
Zniknal, rozwial sie jak para.
Gluptak wstaje ucieszony,
Bierze klebek, rozbawiony,
I nie mowiac nic nikomu
Po kryjomu znika z domu.
Predko, predko basn sie baje,
Nie tak predko kutas staje.
Gluptak idzie, nie ustaje,
Coraz nowe mija kraje.
Gdy stu granic minal slupy
Zaszedl wreszcie az do dupy,
Z ktorej ogien wieczny tryska.
A podszedlyszy do nie z bliska,
Rozzarzonej nad pojecie,
Czrodziejskie swe zaklecie
Gluptak z calej sily wrzasnie:
ÂSama sie pocaluj wlasnie!'
Wtedy dupa zawstydzona,
Puscila go do kondoma.
Wiec z kondomem, ucieszony,
Pedzi wnet do Pizdolony.
A gdy przybyl do stolicy,
Zaraz poszedl do ciemnicy,
Gdzie sie swieca, rozkraczona,
Branzlowala
Pizdolona.
Wklada kondom, niecierpliwy,
A tu patrzcie - czary, dziwy!
Chuj, co zawsze byl jak z ciasta,
Na sto chujow sie rozrasta.
Kazdy gruby, jak ta bela,
Kazdy picze jej rozdziera,
Kazdy twardy, jak ze stali,
Kazdy dlugi na sto cali!
Wszystkie chuje, z calej sily,
Na krolewne uderzyly.
Kazdy jej sie w pizde wwierca,
Kazdy koncem siega serca,
Kazdy jej sie w piczy grzebie,
Kazdy jebie, jebie, jebie...
Az krolewna Pizdolona
Rozjebana, spierdolona,
Ze zmeczenia ledwo zywa,
Krzyczy: - 'Cipa sie rozrywa!'
Takie przy tym tarcie bylo,
Ze sie w dupie zapalilo.
Zeby zgasic pozar ciala,
Straz zamkowa przyjechala
Z toporami, z bosakami,
Sikawkami i kublami,
Slowem - z calym inwentarzem
Uzywanym przy pozarze.
I po dlugiej, ciezkiej pracy
Ugasili go strazacy.,
Tak zostala Pizdolona
Z czaru swego wybawiona,
I znow stala sie prawiczka
Z malutenka, ciasna piczka.
Gluptas dostal zas w podziece
Pol krolestwa i jej rece.
Krol byl taki ucieszony,
Ze zbawienia Pizdolony,
Ze pomimo swej starosci
Kapucyna rznal z radosci,
Mimo ze juz nie byl mlody.
Potem zas wyprawil gody
Gluptakowi z Pizdolona -
Mnie na gody zaproszono.,
Wiec jak mowie, tez tam bylem.
Jadlem, pilem, pierdolilem,
Bawilem sie z nimi spolem,
Az zasnalem gdzies pod stolem.
Oto co sprawila menda -
Na tym konczy sie legenda.